Pokazywanie postów oznaczonych etykietą chusta. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą chusta. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 11 lutego 2018

Z ręki do ręki - chusta Halligarth

Ta chusta, to moja pierwsza przygoda z kolejną nitką ze stajni Brooklyn Tweed - LOFT. Włóczka ma przepiękne kolory, naprawdę jest w czym wybierać, a jakie piękne gradienty można z niej robić !  
Chustę Halligarth wydziergałam na zamówienie mojej Mamy, która już latem zażyczyła sobie coś ciepłego i ciemnego na zimę. Pomyślałam wówczas, że to świetny pomysł, aby przetestować nową wełnę, a przy okazji wydziergać wreszcie ten piękny wzór, który już od dawna miałam w dziewiarskich planach.
Projekt autorstwa Gudrun Johnston pochodzi z kolekcji BT i składa się z ażurów, które wyglądają jak choinki, brzeg ozdobiony jest delikatną bordiurą.
To moja druga przygoda z wzorem z BT i tym razem także zadziwił mnie opis wykonania tej dość prostej chusty, który swobodnie zmieściłby się  na 2-3 stronach - a tutaj zajmuje ich aż 9.
Są zdjęcia i schematy ażuru (bardzo pomocne i klarowne), ale nie wiem w jakim celu wzór na chustę zawiera (?) przepis na blokowanie dzianiny na mokro. Przecież w internecie można znaleźć wszystko, no chyba że włóczka BT wymaga specjalnego traktowania ;)
Sam opis chusty jest dość przystępnie przedstawiony, ale już sposób wykonania bordiury stanowi prawdziwe wyzwanie. Nigdy jeszcze nie robiłam bordiury dziergając ją odrębnie i równocześnie dobierając oczka wzdłuż brzegu, być może dlatego też nie domyśliłam się, że należy ją wykonać właśnie w taki sposób. Jedyna wskazówka jest tak ukryta, że dopiero pomoc innej dziewiarskiej duszy (Dorota dziękuję :)) i wspólne kilkukrotne czytanie wzoru sprawiły, iż drzwi do tej dziewiarskiej tajemnicy stanęły przede mną otworem.
Zrobiłam już w swoim życiu trochę chust, dziergałam  różne konstrukcje, ale człowiek uczy się całe życie, a szczególnie pokornieje dziergając wzory BT, które, trochę niepotrzebnie, odstraszają liczbą stron i tekstu, a w rzeczywistości zawierają bardzo proste recepty jak wykonać chustę czy szalik. Nie wiem w jakim celu zawarte są na tylu stronach - przykładowo wzór na prosty szalik, który robiłam w zeszłym roku dla kolegi Tomasza, liczy ich sobie aż 8! Ale, w ramach gratisu, zawiera również sposób kąpieli szalika oraz objaśnienie jak zamknąć oczka graftingiem (nie skorzystałam z tej instrukcji, wolę obejrzeć filmik na YouTube).
Naprawdę już się nie mogę doczekać następnego projektu wydzierganego z wzoru BT - zamierzam zrobić Bevel - kolorowy szalik, który niedawno skradł moje serce. Nie jest źle, wzór ma tylko (!) 12 stron i oczywiście zawiera opis blokowania - już czuję się bezpiecznie, przecież bez tej wiedzy nigdy bym nic wełnianego nie uprała :))

Tak prezentuje się chusta Halligarth podczas jesiennej sesji w ogródku.







Szczegóły:
wzór:  Halligarth
autor: Gudrun Johnston
włóczka: 
Brooklyn Tweed LOFT w kolorze Cast Iron (100% wełna owiec American Targhee-Columbia) - zużycie prawie 3,5 motka
druty: Kinki Amibari w rozmiarze 4,00 i 4,50 mm



Chusta z założenia miała być ciemna, na szczęście kolory włóczek BT nie są takie jednoznaczne, a dzianina nie wygląda smutno, mimo że jest czarna.

Zdjęcia planowałam początkowo zrobić w pięknej zimowej scenerii gdzieś w parku, ale za dużo tej bieli dookoła nie było, a potem... chusta zmieniła właściciela.
Mama doszła do wniosku, że chętnie podaruje mi tę chustę, bo jest dla niej trochę zbyt obszerna (a ja wydziergałam tę mniejszą wersję!) i w ramach "wymiany" przygarnęła inną chustę, którą zrobiłam dla siebie z silkpaki. Jeszcze nie zdążyłam jej zrobić zdjęć w plenerze, tylko kilka telefonem, zatem jakość ich jest średnia.


Ta chusta, także czarna, to dość popularny wzór  Imagine When autorstwa Joji. Bardzo przyjemnie się ją dzierga, a silkpaca (podwójna nitka) jest wprost idealna do tego projektu. Uwielbiam tę włóczkę w chustach! Zamierzam zrobić jeszcze jedną Imagine, tym razem już w jakimś energetycznym kolorze, na przykład... granatowym :))

Tymczasem wracam do moich swetrów, których obecnie dziergam już trzy, w tym jeden poprawiam (Marmor granatowy po praniu bardzo się wydłużył), drugi to Lanes Cardigan z mojej tegorocznej dziewiątki - straciłam do niego chwilowo serce, a trzeci - to projekt bardzo spontaniczny i... pewnie najszybciej go skończę ;)
Do napisania :)

/edit/PS: Tak się rozpisałam o wzorze, że zapomniałam napisać coś o nitce. Włóczka - jest inna niż Shelter, cieńsza i delikatniejsza, dzierga się z niej przyjemnie, sugeruję robić raczej luźno lub na grubszych drutach, bo robiona ściśle dzianina może się lekko sfilcować. To nie jest wełna na zmianę koncepcji i prucie po jakimś czasie użytkowania, może się rwać. Chusta nosi się bardzo dobrze, wygląda nieźle, nie straciła pierwotnego kształtu, ale raczej nie będę jej pruła...;) Zużyłam więcej włóczki niż przewidywał wzór, a nie dziergałam ściśle, bo ażury same z siebie dzierga się luźniej. Co do ceny, hmm... włóczka tania nie jest, zrobiłam ją dla Mamy, zatem potraktowałam jako prezent.

wtorek, 6 września 2016

Drutozlot - Toruń 2016

To już drugi DRUTOZLOT
wie już o tym każdy mot,
mały motek też pamięta,
że to powód jest do święta,
wiedzą druty i szydełko,
że Imprezę mamy wielką.

Jak kraj długi i szeroki
rozgarniając wełn obłoki
mkną Dziewiarki z walizami
wypchanymi udziergami.
Gród Piernika, DOM HARCERZA
oto cel gdzie każda zmierza.

Piękna włóczka na Nas czeka :)
zatem żadna niech nie zwleka.
O piętnastej zaczynamy,
Brać Dziewiarską zapraszamy !



I ja tam byłam, gromadę radosnych Dziewiarek zobaczyłam, kilka rządków przerobiłam, oczy widokiem pięknych kolorowych włoczek nasyciłam - i teraz oglądając i czytając blogowe relacje - czekam na... DRUTOZLOT 2017.

Do Torunia wybrałam się razem z Asią i Renią, o wyjeździe rozmawiałyśmy już od... kwietnia, w międzyczasie plany się zmieniały, pojawiały nowe - sytuacja była dynamiczna - w efekcie wyjazd był krótki, bo jednodniowy, ale bardzo intensywny, bogaty w piękne widoki, emocje,  kolory i... pyszne pierniki :)

Przed wyjazdem obiecałam sobie, że tym razem będę ćwiczyć silną wolę i nie kupię żadnej włóczki = będę twarda i stanowcza i pokusie nie ulegnę.... Było ciężko dotrzymać obietnicy, ale jestem z siebie dumna, bo udało mi się, mimo tylu wspaniałości, które dziewczyny farbujące nitki, do Torunia przywiozły.
Jedynymi moteczkami, które wróciły ze mną do stolicy są śliczne Lenki z Włóczek Warmii, które wygrałam w losowaniu :) - bardzo się cieszę, że trafiła się mi taka nagroda, te moteczki wyglądają tak jakby czekały właśnie na mnie i są oczywiście uroczo niebieskie... 

Na Drutozlocie cała scena Domu Harcerza była opanowana przez WŁÓCZKĘ, w głównych rolach wystąpiły /przepraszam bardzo jeśli jakieś dziewczyny pominęłam/:
- piękne i kolorowe Włóczki Warmii (cieszę się, że mogłam poznać Asię :), to dzięki niej moje poranki już nie są takie same... wiem, że wstaję po to, aby kupić włóczkę - z każdych porannych łowów wracam ze zwierzyną.... ;)
- śliczne motki Kolorlove -  z mojego ulubionego sklepu Magicloop, też już mieszkają w mojej wersalce - oczywiście w kolorze zaskakującym, bo granatowym, ale jest też mały akcent różu;
- cudownie mięciutkie nitki z 7oczek - hmm, widziałam tam taki piękny granat (!!!) i już nawet miałam go w ręku, ale głos rozsądku w postaci Reni, która została mianowana strażniczką mojego portfela, przypomniał, że pewnie kilkanaście takich odcieni granatu czeka na mnie w mojej wersalce w stolicy - no i odłożyłam... 
- po raz pierwszy Marta z Zagrody przywiozła swoje cudeńka na Drutozlot, kolory wspaniałe ! - zazdroszczę talentu i umiejętności doboru barw :)


Gdy weszłyśmy do kamienicy przy toruńskim rynku, gdzie mieści się Dom Harcerza, zanurzyłyśmy się w gwarze rozmów, zachwytów i komplementów zarówno nad pięknymi udziergami, które Dziewiarki przywiozły na Drutozlot jak i włóczką - wrzało jak w ulu :) Byłam zbyt oszołomiona, aby zrobić choć jedno zdjęcie dokumentujące, że ja tam byłam... Ale na szczęście wśród nas krążył bardzo zdolny fotograf, mąż jednej z Dziewiarek pan Adam, który pięknie uchwycił kolory włóczek oraz dziergające dłonie, także moje :)
Na zdjęciu poniżej na drutach Chiaogoo z czerwoną żyłką
powstaje kolejna chusta, oczywiście z Włóczek Warmii, w zaskakującym niebieskim (! ;)) kolorze Laguna... - autorem zdjęcia jest Pan Adam A. Pitula






Chustę zaprojektował i wymyślił, a następnie wzór napisał Anthony Casalena - Amerykanin, który od 8 lat dzierga, a od 3 lat również projektuje.
Zwróciłam uwagą na jego projekty podczas poszukiwań  udziergu na około 600m włóczki. Zależało mi na projekcie, który będzie miał to "coś", a jednocześnie będzie robótką do torebki i podróży do pracy - moja wersja powstała głównie w autobusie i pociągu.


Szczegóły:
wzór:  Castra
autor: Anthony Casalena
włóczka: Mirella Włóczki Warmii (100% merino;) - zużycie 3 motki po 50g  
druty: ChiaoGoo w rozmiarze 4,5mm;



Teraz kilka ujęć pięknej chusty Castra w kolorze Laguna 


Chusta wyszła całkiem spora, bardzo ładnie się zblokowała po kąpieli w eucalanie.


Zdjęcia zrobiła Renia, której bardzo, bardzo dziękuję za dużą cierpliwość i dobre oko :)
A taką piękną soczystą zieleń i cegły, które doskonale kontrastują z błękitem włóczki,  znalazłyśmy na terenie Cytadeli Warszawskiej.

Do napisania :)




środa, 10 sierpnia 2016

Czysta przyjemność... na ściernisku :)

W zeszły weekend postanowiłam odwiedzić rodzinne strony - piękną Lubelszczyznę, czyli udać się tam, gdzie sielskie krajobrazy i czas wolniej płynie, aby pobyć sam na sam z szumem wiatru, zielenią drzew i krzewów oraz błękitnym niebem, po którym przemykają chmury, chmury, chmury... 
Po kilkunastu latach mieszkania w mieście, coraz częściej z przyjemnością się je opuszcza i wraca do natury.

Zabrałam ze sobą chustę Pure Joy, którą wydziergałam już jakiś czas temu, gdy dziewiarsko odżyłam po ukończeniu Niebieskiego kapturka.


Moja wersja chusty powstała w dość zaskakującej dla mnie kolorystyce, bowiem kolor włóczki, z której ją wykonałam, znowu nie przypomina niebieskiego z żadnej strony... :) To kolejny różowy akcent w mojej dziewiarskiej garderobie.


Gdy Joji pokazała światu wzór Pure Joy wiedziałam, że będę musiała kiedyś go wydziergać - jak zwykle urzekły mnie prostota i minimalizm, zarówno w formie jak i w opisie. Długo szukałam dobrego zestawienia dwóch motków, kilkakrotnie przeglądałam moje niemałe zapasy włóczkowe i nawet jak już znalazłam nitkę ciemniejszą (Eggplant z Malabrigo) nadal nie wiedziałam, jaki kolor będzie tym głównym. Pewnie, po cichu, marzyłam o delikatnym różu...

Zatem udałam się na poszukiwania do internetu i wtedy odkryłam Włóczki Warmii - mały sklepik internetowy z Olsztyna, który oferuje bardzo dobrą jakościowo, ręcznie farbowaną wełnę merino w przepięknych kolorach. I tam znalazłam Pudrowy Róż - kolor bardzo subtelny z kilkoma delikatnymi muśnięciami pędzla w ciemniejszych odcieniach. Taki sobie wymarzyłam !

Trudniej było z "upolowaniem" go, bowiem włóczki z tego sklepu błyskawicznie znikają z półek, czasami zdarza się to nawet zanim się na nich pojawią - takie przynajmniej na początku odniosłam wrażenie... Jednak za drugim czy trzecim razem się udało mój wymarzony różowy zdobyć. Chusta powstała bardzo szybko, to sama przyjemność dziergać z tak miękkiej i miłej w dotyku włóczki.

W niedziele wybrałam się na spacer po polach i zabrałam chustę na sesję, bardzo nie oponowała, chociaż słońce trochę przypiekało, no i pewnie nie spodziewała się, że wyląduje na... świeżym ściernisku.

Po prostu czysta przyjemność... na ściernisku ;) /z ang. - pure joy/ 

Prawda, że piękny jest ten róż ?
 

 

A tak się prezentuje w całej okazałości...


Szczegóły:
wzór: Pure Joy  
autor: Joji Locatelli 
włóczka :
Mirella - Włóczki Warmii(100% wełna merino superwash) - zużycie 2 motki po 50g  

Sock - Malabrigo (100% wełna merino superwash) - zużycie 0,6 motka
druty: 4mm

Ale czymże jest ściernisko, gdy dookoła takie widoki...



Chmury tego dnia, chyba pozazdrościły chuście, bo pozowały zawodowo...





Nawet tory kolejowe znalazły się na zdjęciach...



Udało mi się także uwiecznić pociąg, a właściwie szynobus - Błękitną Strzałę :)




Strzała przemknęła, a chusta, podczas moich zachwytów nad pięknymi okolicznościami przyrody, umościła sobie miejsce pośród traw, ziół i polnych kwiatków...



 


po chwili... lekko zmęczona sesją... zwinęła się i... trafiła do plecaka.




W drodze powrotnej pomiędzy trawami spotkałam... jeżyny



tyle nazbierałam.... :)



i...
to byłby prawie koniec tej opowieści, gdyby nie taki OKAZ spotkany na drodze...


Dziewiarka patrzy na OSTROPEST tylko w jeden sposób: gdzie jest jakiś wolny kołowrotek ?...




Do napisania :)

poniedziałek, 18 lipca 2016

112 pikotek - czyli mój pierwszy.... KAL

"Mój pierwszy KAL..."

Moja wersja chusty Metropolitan powstała jako mix dwóch motków wspaniałej włóczki Millis od Chmurki w kolorze Poivre. 


Kiedy Paula zaprosiła mnie do wzięcia udziału w KAL swojej autorskiej chusty Metropolitan, nie wahałam się ani minuty. Miałam przed oczami test wykonany przez Monikę, który mnie oczarował i zaczarował.....

Oto piękna wersja Moniki N.   /dziękuję za mozliwość udostępnienia zdjęcia :)/

Taka też miała być moja wersja tego wzoru... w planach miałam "odwrócenie" kolorów i wykonanie koronki z ciemniejszej włóczki, którą miałam w zapasach upchniętych w wersalce.

Termin zakończenia KALu zbliżał się nieubłaganie, a Opery u Chmurki dla mnie zabrakło... (cóż się dziwić to jeden z piękniejszych kolorów :))
Postanowiłam zaryzykować i chustę dwukolorową eksperymentalnie wydziergać z koloru jednego ! 

Oto efekt :)


Wzór jest jasno i czytelnie opisany, dostępny także po polsku :), nie miałam żadnego problemu z wykonaniem. Każda sekcja zgadzała się co do jednego oczka. 
Najfajniejsze w dzierganiu było to, że bordiurę wykonuje się równolegle z częścią centralną chusty, to pozwala od razu podziwiać tę piękną koronkę i dzięki temu chustę dzierga się dużo szybciej. Te malutkie "owijki", wyglądają jak drobniutkie, jeszcze nierozwinięte pąki kwiatów... wzór jest bardzo poetycki...


Efekt końcowy mnie naprawdę zachwycił, chętnie wydziergam ją raz jeszcze. Zważywszy, że udało mi się, po kilkunastu (!) próbach, znaleźć sposób na pikotki.


Gdy skończyłam, w zeszły weekend ostatni rządek, pomyślałam, że jeszcze "tylko pikotki" i chusta gotowa. W jakim byłam błędzie....
Robiłam je przez prawie cały roboczy tydzień (na szczęście KAL skończyłam w terminie, czyli 15 lipca). Robiłam i prułam, bo efektu oczekiwanego nie widziałam. Nie chciałam, aby skończyło się jak z tym sweterkiem, zatem poprawiałam do upadłego... a czas uciekał.....

Zaskakujące było to, że koleżanka Ula zapytana, jak się je dzierga, odpowiedziała mi, że przecież to ja Ją uczyłam... (!?) o dziewiarska sklerozo, która nie boli....!
Obejrzałam kilka filmów, ale do mnie nie przemówiły. Opisów słownych za bardzo nie lubię. Wiedziałam wówczas co czuł lis - bohater bajki Mickiewicza, gdy "Już był w ogródku, już witał się z gąską" - on wpadł w beczkę, ja "wpadłam" w niekończące się pikotki :)

Często noc bywa wybawieniem i w piątek wreszcie (!) wyśniłam TEN sposób, bo zależało mi  aby, było je widać, a z drugiej strony, by ładnie współgrały z pikotkami, które tworzyłam razem z koronką.
Rozwiązanie okazało się proste tzn. jedno oczko więcej, zamiast 2 nabrałam 3 i SĄ! - wszystkie śliczne, wszystkie 112 - bo tyle ich naliczyłam.

I mam piękną chustę jak z piosenki, bo to przecież to był.....

 Mój pierwszy KAL,
te PIKOTKI leciutkie jak świerszcze,
pierwszy KAL,
CUDNA WŁÓCZKA SPLECIONA , na szczęście.
Pierwszy KAL (....)

/taka wersja dla dziewiarek/

Do napisania :)


PS: Zapomniałam o metce ;)

Szczegóły:
wzór: Metropolitan  
autor: Paula Wiśniewska
włóczka : Milis (100% wełna merino superwash) - zużycie 1,4 motka
druty: 4mm

wtorek, 3 maja 2016

Wiosna, kwitnie w koło...... na różowo!

Lubię niebieski kolor niemalże w każdym odcieniu. Dobrze w nim wyglądam, bo podkreśla kolor moich oczu, które też są niebieskie ;) Nie jest zaskoczeniem, że także stado merynosów, które mieszka w mojej wersalce, w dominującej części jest w tej tonacji kolorystycznej. Ma to swoje plusy, ponieważ większość rzeczy do siebie pasuje i dobrze ze sobą gra kolorystycznie, jednak niewątpliwym minusem jest to, że czasami "(...) mam ochotę na chwileczkę zapomnienia", bo ile można tych niebieskich włoczek gromadzić (!) i właśnie wtedy, jak intruz, pojawia się w moich zbiorach owca z innego stada.
Nie ma ona niestety łatwego życia wśród granatowo-niebieskich współlokatorek i może dlatego znalazła się w czołówce zorganizowanej w tym roku akcji - Wypuszczam Merynosy na Wolność. Akcja jest prywatną inicjatywą i dotyczy na razie tylko mojej wersalki, w której "pomieszkują" zapasy włóczkowe, jednak nic nie stoi na przeszkodzie, aby nabrała rozgłosu i pomogła innym merynosom ujrzeć (wreszcie!) świat i zaistnieć jako dzianina !
Jeszcze w kwietniu spotkałam się na kawie z Agą z magicloop i mogłam na własne oczy obejrzeć jej autorskie farbowania. Bardzo ciekawa baza - merino z nylonem, nitka jest mięciutka i przyjemna w dotyku, skręt optymalny. Dzięki dodatkowi nylonu włóczka jest mocna i powinna się mniej mechacić. A kolory naprawdę warte uwagi. Można je podzielić na dwie grupy: pierwsza to czyste, głownie jasne barwy z delikatnymi cieniowaniami, druga grupa to nitki w zdecydowanie mroczniejszych odcieniach i te bardziej do mnie przemawiają. Oczywiście nie mogłam się powstrzymać i zaadoptowałam małą granatową owieczkę do mojego stada. Taka to jest silna wola dziewiarki.... Mam zamiar zrobić z niej czapkę, takiego zwyklaka, raczej przejściowego na późną wiosnę czy wczesną jesień, na razie włóczka została przewinięta i czeka na natchnienie.
Agnieszka, poza włóczkami, na spotkanie przyniosła piękną chustę wykonaną z TEJ własnoręcznie ufarbowanej włóczki  w kolorze "w ciemnym lesie" - nazwa idealnie oddaje barwę głębokiej szmaragdowej zieleni skrytej w mrokach lasu. Wszystkie dziewiarki dobrze wiedzą, że Aga umie świetnie opisywać kolory nitek ze swojego sklepu. Chusta Agi została wykonana według wzoru Line Break autorstwa Veery Valimaki. Wzór ten ma już kilka lat, ponad 1200 wykonań, i jak wszystkie jej projekty, urzeka prostotą i minimalizmem. Pewnie dlatego Veera znajduje się w ścisłej czołówce projektantów chust, a jej wzory są bardzo popularne, bo ponadczasowe.

Chusta mnie tak oczarowała, że zapragnęłam mieć własną i w moje ręce trafił merynos z innego stada. Nie pamiętam jaki był ten pierwotny projekt, na który miałam zużyć włóczkę w różowym (!) kolorze, na pewno nie miało to być nic dla mnie, może jakiś prezent....? Leżała samotnie wśród niebieskich merynosów i pewnie cierpiała okrutnie, bo gdy wyciągałam ją z głębi wersalki, wydawało mi się że usłyszałam ciche westchnięcie "wreszcie". Początkowo miała stać się liściem bananowca, niestety po wykonaniu całego różowego liścia stwierdziłam, że to nie to i sprułam go, bez żalu, błyskawicznie. Dzięki temu, wiem, że w przyszłości mojego "banana" wykonam z singla, tak jak oryginał, włóczka z jedwabiem jest za ciężka na tak ulotny projekt - ale o tym innym razem.
Okoliczności zatem zadecydowały o tym, że merynos z innego stada czekał po prostu na wzór Veery, aby wreszcie pokazać swoje piękno i urok. Włóczka Silky merino lace pochodzi od Marty z Zagrody, jest mieszanką merynosa superwash z jedwabiem w proporcjach 75/25, to nitka typu lace, 2ply, motek 100g ma 800 metrów. Takie właśnie dwa merynosy, kupiłam jakiś czas temu, motki nieznacznie różniły się od siebie, pewnie były z innych farbowań, ale to dodało mojej chuście jedynie charakteru, ponieważ robiłam ją z dwóch nitek, ich połączenie jest zupełnie niewidoczne, a dzięki temu te różne odcienie różu dają efekt niemalże trójwymiarowy ;)
Chusta powstawała w wolnym czasie, najczęściej w drodze do i z pracy, a także w innych miejscach, gdy czekałam na swoją kolej, a ja nie lubię siedzieć bezczynnie. Zużyłam całą posiadaną ilość, a pozostał mi jedynie maluteńki moteczek - ku pamięci ;) Dziergałam ją bezstresowo, ponieważ dominuje w niej garter (ścieg francuski), a taki wzór daje odprężenie z całkiem interesującym efektem.

Tegoroczna wiosna w mojej okolicy ma kolor różowy, zatem ja również w takim kolorze tej wiosny zadebiutuję. Oto moja Pink Line Break in Spring 2016 !
Pink Line Break w kolorach wiosny
Debiut Pink Line Break - kawiarnia w Teatrze Współczesnym

Chusta w ukwieconej różem okolicy
Udane połączenie granatowego płaszczyka i oprawek okularów z wiosennym różem

Chociaż różowy nie należy do moich ulubionych kolorów, to dzięki temu, że tak bardzo dobrze komponuje się z granatem, nieśmiało zacznie pojawiać się jako dodatek w mojej garderobie.
G
ranatowy płaszczyk zyskał prawdziwy wiosenny look ! :)

Wiosna - cieplejszy wieje wiatr,
Wiosna - znów nam ubyło lat,
Wiosna, wiosna w koło, rozkwitły bzy.
Śpiewa skowronek nad nami,
Drzewa strzeliły pąkami,
Wszystko kwitnie w koło, i ja, i Ty.


Do napisania !