niedziela, 22 maja 2016

Teofilów

Trzynastego maja w piątek ;) wybrałam się na wycieczkę do Łodzi, aby wziąć udział w dniu otwartym w fabryce dzianin TEOFILÓW S.A. 


Po raz pierwszy Zakłady TEOFILÓW otworzyły drzwi swojej hali produkcyjnej, a ja oczywiście takiej okazji nie mogłam przegapić. Wydarzenie to zostało zorganizowane przez fabrykę przy współudziale grupy 'Warszawa Szyje'. Pasjonatki i pasjonaci szycia (tak, było kilku Panów) mogli na własne oczy przekonać się jak wygląda ogromny zakład produkcyjny, a także przyjrzeć się tajemniczemu procesowi powstawiania, barwienia, drukowania i wykańczania dzianin. Moje dzierganie na drutach wypada dość skromnie w porównaniu z ogromnymi maszynami - jest jak niewielki strumyczek przy oceanie, ale jako prawdziwa dziewiarka MUSIAŁAM fabrykę dzianin zobaczyć

Do Łodzi przyjechałam oczywiście pociągiem, eleganckim i nowym Dartem, relacji Białystok-Jelenia Góra. Podróż upłynęła mi na dzierganiu "robótki podręcznej" - czyli takiej, która jest niewielka i pozwala zająć ręce, ale nie wiąże się z koniecznością dźwigania ogromnej torby z niezbędną włóczką, drutami i samą robótką. Jak zwykle, moje niecodzienne hobby wzbudziło zainteresowania współtowarzyszy podróży i odbyłam miłą rozmowę dotyczącą tego co aktualnie mam na drutach. Wysiadłam na nowym przystanku kolejowym Łódź Dąbrowa, obok którego jest krańcówka, z której odjeżdżają do Centrum dwa tramwaje. Podróż tramwajem zakończyłam na łódzkim Manhattanie i z tego miejsca udałam się spacerkiem ulicą Piotrkowską w kierunku Placu Wolności.
Najbardziej znany mural w Łodzi - łódka przy ul. Piotrkowskiej 152, w tle (po lewej)  łódzki Manhattan.
Pogoda tego dnia wyjątkowo dopisała, było bardzo słonecznie i ciepło - w takie dni Łódź i sama ulica Piotrkowska wyglądają niezwykle korzystnie. 

Sentymentalny spacer ulicą Piotrkowską zakończyłam na Palcu Wolności, skąd przeszłam na przystanek tramwajowy, z którego tramwajem numer 2 dojechałam niemal pod bramę Zakładów.


Fabryka mieści się niemalże na obrzeżach miasta, w przemysłowej części łódzkiego osiedla Teofilów. Swoją nazwę zawdzięcza nazwie osiedla, którego to nazwa pochodzi od  Teofila - imienia właściciela wsi znajdującej się wcześniej w tym miejscu. Historia firmy wiąże się nierozerwalnie z historią miasta Łodzi, w której fabryka istnieje i nadal działa.
Zakłady powstały na początku lat siedemdziesiątych ubiegłego wieku. Produkcja była ukierunkowana głównie na dzianiny syntetyczne (bistor, kremplina), na które w tamtych czasach był popyt. Przedsiębiorstwo działało początkowo zarówno na rynku przędzy, jak i dzianin odzieżowych, a także konfekcji. Obecnie, od połowy lat 90. fabryka zajmuje się produkcją dzianin.  
Dzisiaj TEOFILÓW wciąż (na szczęście!) pozostaje polską firmą z ponad 40-letnią tradycją w produkcji i sprzedaży dzianin wytwarzanych na maszynach dziewiarskich. 


Punktualnie o godzinie 13.00 rozpoczęło się zwiedzanie. Najpierw zaproszono nas do sali konferencyjnej gdzie wysłuchaliśmy krótkiej historii powstania zakładów, następnie grupa, w której się znalazłam, a którą oprowadzał pan kierownik produkcji, udała się na zwiedzanie fabryki. 
Spacer rozpoczęliśmy od dziewiarni, czyli miejsca gdzie z przędzy powstają dzianiny. 


 A dzianiny powstają właśnie na takich ogromnych maszynach dziewiarskich.

Zakład wytwarza wszystkie podstawowe typy dzianin jakie mogą powstać na cylindrycznych maszynach dziewiarskich.



Następnie odwiedziliśmy farbiarnię, gdzie podczas kąpieli w ogromnych maszynach dzianiny zyskują pożądane kolory.





Najwięcej czasu spędziliśmy w drukarni, gdzie szczegółowo objaśniono nam, a następnie mogliśmy na własne oczy zobaczyć jak wygląda proces nadruku wzoru na dzianinie - tutaj  są to różyczki na mięcie ;)





W Zakładzie proces drukowania wykonywany jest na drukarkach rotacyjnych. Może to być druk pigmentowy - czyli taki, gdy (mówiąc najprościej) farba "okleja"ókno dzianiny, albo reakcyjny - który jest trwalszy ponieważ między dzianiną i pigmentem zachodzą reakcje chemiczne, kre lepiej wiążą je ze sobą.

Ostatnie miejsce, które odwiedziliśmy to wykończalnia.  



W fabryce są realizowane wszelkie procesy wykańczalnicze niezbędne do wykończenia surowych dzianin, przed oddaniem ich do magazynu albo do klienta.

magazyn - tutaj partie gotowych dzianin czekają na wydanie
Spacer zakończyliśmy w sklepie PIRAMIDA, który mieści się na terenie fabryki. Można w nim nabyć wyłącznie dzianiny wyprodukowane na miejscu, przede wszystkim bawełniane (to one są wizytówką Zakładu) i ich mieszanki z włóknami syntetycznymi i elastanem,  polary i popularne dresówki. Sklep robi duże wrażenie, jest znakomicie wyposażony i chyba nikt z odwiedzających nie wyszedł z niego z pustymi rękami. Nawet ja skusiłam się na piękne granaty z delikatną domieszką elastanu, z których pewnie uszyję sobie sukienkę albo bluzę.

Na pożegnania, jako pamiątkę po wizycie otrzymaliśmy drobny prezent - kupon dzianiny - ja wylosowałam kolor niebieski ;) 


I tak zakończyłam mój dzień otwarty w fabryce - niesamowite w takiej wizycie jest to, że możemy poznać tajemnice powstawiania dzianin, które otaczają nas praktycznie z każdej strony. Cieszę się, że w Polsce są jeszcze polskie zakłady, które odnalazły się na rynku po przemianach ustrojowych, jednocześnie nie tracąc na jakości wytwarzanych produktów. Do Łodzi, nie tylko na dzianinowe zakupy, pewnie wrócę jeszcze nie raz.

Do napisania !

wtorek, 3 maja 2016

Wiosna, kwitnie w koło...... na różowo!

Lubię niebieski kolor niemalże w każdym odcieniu. Dobrze w nim wyglądam, bo podkreśla kolor moich oczu, które też są niebieskie ;) Nie jest zaskoczeniem, że także stado merynosów, które mieszka w mojej wersalce, w dominującej części jest w tej tonacji kolorystycznej. Ma to swoje plusy, ponieważ większość rzeczy do siebie pasuje i dobrze ze sobą gra kolorystycznie, jednak niewątpliwym minusem jest to, że czasami "(...) mam ochotę na chwileczkę zapomnienia", bo ile można tych niebieskich włoczek gromadzić (!) i właśnie wtedy, jak intruz, pojawia się w moich zbiorach owca z innego stada.
Nie ma ona niestety łatwego życia wśród granatowo-niebieskich współlokatorek i może dlatego znalazła się w czołówce zorganizowanej w tym roku akcji - Wypuszczam Merynosy na Wolność. Akcja jest prywatną inicjatywą i dotyczy na razie tylko mojej wersalki, w której "pomieszkują" zapasy włóczkowe, jednak nic nie stoi na przeszkodzie, aby nabrała rozgłosu i pomogła innym merynosom ujrzeć (wreszcie!) świat i zaistnieć jako dzianina !
Jeszcze w kwietniu spotkałam się na kawie z Agą z magicloop i mogłam na własne oczy obejrzeć jej autorskie farbowania. Bardzo ciekawa baza - merino z nylonem, nitka jest mięciutka i przyjemna w dotyku, skręt optymalny. Dzięki dodatkowi nylonu włóczka jest mocna i powinna się mniej mechacić. A kolory naprawdę warte uwagi. Można je podzielić na dwie grupy: pierwsza to czyste, głownie jasne barwy z delikatnymi cieniowaniami, druga grupa to nitki w zdecydowanie mroczniejszych odcieniach i te bardziej do mnie przemawiają. Oczywiście nie mogłam się powstrzymać i zaadoptowałam małą granatową owieczkę do mojego stada. Taka to jest silna wola dziewiarki.... Mam zamiar zrobić z niej czapkę, takiego zwyklaka, raczej przejściowego na późną wiosnę czy wczesną jesień, na razie włóczka została przewinięta i czeka na natchnienie.
Agnieszka, poza włóczkami, na spotkanie przyniosła piękną chustę wykonaną z TEJ własnoręcznie ufarbowanej włóczki  w kolorze "w ciemnym lesie" - nazwa idealnie oddaje barwę głębokiej szmaragdowej zieleni skrytej w mrokach lasu. Wszystkie dziewiarki dobrze wiedzą, że Aga umie świetnie opisywać kolory nitek ze swojego sklepu. Chusta Agi została wykonana według wzoru Line Break autorstwa Veery Valimaki. Wzór ten ma już kilka lat, ponad 1200 wykonań, i jak wszystkie jej projekty, urzeka prostotą i minimalizmem. Pewnie dlatego Veera znajduje się w ścisłej czołówce projektantów chust, a jej wzory są bardzo popularne, bo ponadczasowe.

Chusta mnie tak oczarowała, że zapragnęłam mieć własną i w moje ręce trafił merynos z innego stada. Nie pamiętam jaki był ten pierwotny projekt, na który miałam zużyć włóczkę w różowym (!) kolorze, na pewno nie miało to być nic dla mnie, może jakiś prezent....? Leżała samotnie wśród niebieskich merynosów i pewnie cierpiała okrutnie, bo gdy wyciągałam ją z głębi wersalki, wydawało mi się że usłyszałam ciche westchnięcie "wreszcie". Początkowo miała stać się liściem bananowca, niestety po wykonaniu całego różowego liścia stwierdziłam, że to nie to i sprułam go, bez żalu, błyskawicznie. Dzięki temu, wiem, że w przyszłości mojego "banana" wykonam z singla, tak jak oryginał, włóczka z jedwabiem jest za ciężka na tak ulotny projekt - ale o tym innym razem.
Okoliczności zatem zadecydowały o tym, że merynos z innego stada czekał po prostu na wzór Veery, aby wreszcie pokazać swoje piękno i urok. Włóczka Silky merino lace pochodzi od Marty z Zagrody, jest mieszanką merynosa superwash z jedwabiem w proporcjach 75/25, to nitka typu lace, 2ply, motek 100g ma 800 metrów. Takie właśnie dwa merynosy, kupiłam jakiś czas temu, motki nieznacznie różniły się od siebie, pewnie były z innych farbowań, ale to dodało mojej chuście jedynie charakteru, ponieważ robiłam ją z dwóch nitek, ich połączenie jest zupełnie niewidoczne, a dzięki temu te różne odcienie różu dają efekt niemalże trójwymiarowy ;)
Chusta powstawała w wolnym czasie, najczęściej w drodze do i z pracy, a także w innych miejscach, gdy czekałam na swoją kolej, a ja nie lubię siedzieć bezczynnie. Zużyłam całą posiadaną ilość, a pozostał mi jedynie maluteńki moteczek - ku pamięci ;) Dziergałam ją bezstresowo, ponieważ dominuje w niej garter (ścieg francuski), a taki wzór daje odprężenie z całkiem interesującym efektem.

Tegoroczna wiosna w mojej okolicy ma kolor różowy, zatem ja również w takim kolorze tej wiosny zadebiutuję. Oto moja Pink Line Break in Spring 2016 !
Pink Line Break w kolorach wiosny
Debiut Pink Line Break - kawiarnia w Teatrze Współczesnym

Chusta w ukwieconej różem okolicy
Udane połączenie granatowego płaszczyka i oprawek okularów z wiosennym różem

Chociaż różowy nie należy do moich ulubionych kolorów, to dzięki temu, że tak bardzo dobrze komponuje się z granatem, nieśmiało zacznie pojawiać się jako dodatek w mojej garderobie.
G
ranatowy płaszczyk zyskał prawdziwy wiosenny look ! :)

Wiosna - cieplejszy wieje wiatr,
Wiosna - znów nam ubyło lat,
Wiosna, wiosna w koło, rozkwitły bzy.
Śpiewa skowronek nad nami,
Drzewa strzeliły pąkami,
Wszystko kwitnie w koło, i ja, i Ty.


Do napisania !